Praca przewodnika turystycznego – mity i uproszczenia

Skąd pomysł na taki wydawałoby się abstrakcyjny artykuł? Przede wszystkim z bogatych doświadczeń i obserwacji.

Wokół pracy przewodników narosło wiele mitów i nadmiernych uproszczeń, które często (i nie z winy przewodnika) prowadzą do niepotrzebnych nieporozumień, komplikacji i rozczarowań.

Na taką mitologię podatni są nieznający realiów klienci, ale też mniej doświadczeni pracownicy biur turystycznych,

Poniżej przedstawiamy kilkanaście najczęstszych takich mitów i uproszczeń.

Przewodnik zawsze mówi to samo

Zestaw turystycznych uproszczeń otwieramy przewodnicką narracją, która według wielu osób zawsze i wszędzie jest dokładnie taka sama. Nic bardziej mylnego.

Przy standardowym tylko podejściu trójmiejski plener dostarcza z dobry tuzin osobnych tras i obszarów tematycznych. Do tego dochodzi kilka chętnie odwiedzanych placówek muzealnych. Przewodnicy oprowadzają też w mniejszych muzeach oraz po regionie, którego zróżnicowanie może zaskoczyć nawet najbardziej wyrobionych turystów.

Większość grup turystycznych zadaje pytania, zazwyczaj podobne, ale zdarzają się też wyjątkowo wyszukane i zaskakujące.

W przewodnickiej pracy niewiele więc miejsca na schematy i narracyjną powtarzalność. Mówić o tym samym, nie znaczy przecież mówić tak samo. W pracy przewodnickiej nie ma identycznych tematów, pomimo działania w skończonej przestrzeni każde oprowadzanie jest inne.

Ten mit nie jest szkodliwy, skutkuje tylko dyskretnym uśmiechem indagowanych w ten sposób przewodników.

Sezon zaczyna się w lipcu

Tak myśli większość nieobeznanych z branżą turystów i co gorsza – również wielu pracowników biur turystycznych. Stąd wiele nieporozumień i rozczarowań. Bo skoro sezon zaczyna się w lipcu – rezerwacja usługi przewodnickiej na przełom maja i czerwca nie będzie żadnym problemem, można z kontaktem zaczekać do ostatniej chwili. Nie, nie można.

Przewodnicy w trakcie wakacyjnych miesięcy mają oczywiście co robić, ale apogeum pracy przypada na dwa bloki czasowe: maj-czerwiec oraz wrzesień-październik. A i w listopadzie zleceń może być więcej niż w lipcu.

Z niezrozumienia tego prostego faktu bierze się szukanie przewodników na ostatnią chwilę i w konsekwencji wielkie trudności ze znalezieniem właściwej, zainteresowanej tematem osoby.

Przewodnik musi przyjąć zlecenie

Ten mit w połączeniu z niewłaściwym zrozumieniem sezonowości (patrzy wyżej oraz niżej) to gotowy przepis na nieporozumienia i komplikacje. Bo skoro sezon zaczyna się w lipcu i przewodnik musi przyjąć zlecenie… Z takich uproszczeń bierze się szukanie przewodników na przysłowiowe za pięć dwunasta.

Takim tokiem rozumowania posługuje się wielu klientów, a przecież zapobiegliwi, rozumiejący temat rezerwują terminy nieraz z półrocznym wyprzedzeniem.

Przewodnik nie ma obowiązku przyjęcia zgłoszonego (zazwyczaj na ostatnią chwilę) tematu. Ze względu na wcześniejsze rezerwacje po prostu nie jesteśmy dostępni.

Klienci często też popełniają podstawowy błąd myślowy, bo są przekonani, że przewodnik nie ma innych zamówień, a ich zgłoszone zapotrzebowanie jest jedynym w całym sezonie! Tak to nie działa, zawodowy i obrotny przewodnik ma co robić, a z klientami zgłaszającymi się zbyt późno nie wdaje się w niepotrzebne dyskusje.

Sezon kończy się w sierpniu

Dopełnienie mitu opisanego powyżej, wedle którego sezon przewodnicki miałby się zaczynać dopiero w lipcu.

Zdecydowanie nie, tak naprawdę ostatnie lata (pomijając czas pandemii) zatarły granice między sezonem a nie-sezonem. Zapotrzebowanie na przewodnickie usługi przez cały rok utrzymuje się na interesującym poziomie, a miesiące jesienno-zimowe mogą przynieść więcej zleceń niż te z wakacyjnego okresu. Brzmi niedorzecznie? Z pewnością, ale tylko dla osób spoza przewodnickiej branży.

Dobry przewodnik na wszystko się zgadza

Wielokrotnie na etapie wstępnych negocjacji słyszeliśmy: „skoro nie chce pan się zgodzić, znajdziemy innego, lepszego przewodnika”. Nie zgadzamy się na nierealistyczne żądania, niemożliwe do realizacji programy czy też oczekiwania niezwiązane z przewodnicką pracą.

Niepotrzebnym zmianom programów zwiedzania również mówimy nie. Dobry przewodnik doskonale wie co jest możliwe, a co możliwe nie jest. Przewodnicka odmowa nie oznacza braku dobrej woli czy niechęci do pracy. Zazwyczaj odwrotnie – to głos rozsądku w kontakcie z nieznającym realiów klientem.

Przewodnik zaczeka

Tym uproszczeniem posługują się grupy, którym nie spieszy się z punktualnym dotarciem na umówione miejsce spotkania.

Przewodnik owszem zaczeka, ale tutaj kwestia szczególnie ważna – opóźnienie grupy nie oznacza obowiązku wydłużenia czasu przewodnickiej obsługi.
Umówiony przewodnik może przecież mieć zaplanowane oprowadzanie kolejnej grupy albo po prostu inne plany. Opóźnienie grupy, zarówno zawinione jak i niezawinione, nie może obciążać przewodnika.

Przewodnik przyjdzie wcześniej

Opisane tutaj (oraz powyżej) uproszczenie dotyczy niepunktualności i słabej komunikacji na linii klient-przewodnik. Wielokrotnie nasze umówione na konkretną godzinę grupy bez uprzedzenia przyjeżdżały znacząco wcześniej i oczekiwały natychmiastowego rozpoczęcia przewodnickiej obsługi. Nasi rekordziści zamiast o umówionej godz. 9.00 zjawili się… cztery godziny wcześniej. O piątej rano. Tak to nie działa.

Podstawą skutecznej współpracy jest dobra komunikacja, a oczekiwanie wcześniejszego rozpoczęcia obsługi jest zazwyczaj trudne w realizacji.
Przewodnik może oprowadzać wcześniejszą grupę, może być zajęty innymi tematami, czy też przebywać w innej, całkiem odległej lokalizacji.

Przewodnik musi przedstawić ofertę

Ofertowanie zapytań o obsługę przewodnicką to podstawa rynkowego funkcjonowania. Warto jednak pamiętać – wiele osób, biur, firm składa zapytania bez intencji złożenia zamówienia, a jedynym celem jest pozyskanie informacji.

Takie puste zapytania są bardzo łatwe do rozpoznania, zazwyczaj nie zawierają określonego terminu imprezy, albo podany termin jest nienaturalnie odległy. Każdy przewodnik powinien rozważyć, czy chce takie zapytania traktować poważnie czy nie. Nam na informacyjne wspieranie naciągaczy po prostu szkoda czasu..

Przewodnik musi odbierać telefon

Wyjątkowo uciążliwy mit, który wynika z wygodnictwa i słabych umiejętności komunikacyjnych wielu klientów.

Kontakt telefoniczny jest oczywiście najszybszy i najwygodniejszy i na pewnym etapie bez wątpienia niezbędny. Warto jednak pamiętać – profesjonalny przewodnik w trakcie oprowadzania telefonów nie odbiera.

Klienci nadużywają też telefonicznej formy kontaktu w sprawach, które mogliby w ciągu kilku minut rozwiązać z wykorzystaniem na przykład wyszukiwarki google.pl. Przybywa też dzwoniących szukających wsparcia informacyjnego, bez intencji złożenia zamówienia na przewodnicką usługę.
Zadziwia nas również narastająca skłonność pracowników biur turystycznych do nadużywania telefonu, ich coraz wyraźniejsza niechęć do komunikacji z użyciem korespondencji mailowej.

Natomiast klienci wydzwaniający po nocach (nasz rekord – telefon o 3.00 w nocy) – z własnej inicjatywy ułatwiają nam selekcję zleceń 🙂

Im mniejsza grupa, tym łatwiejsze oprowadzanie

Ten mit jest wyjątkowo silnie zakorzeniony w przekonaniu turystów i również początkujących przewodników.

Intuicja faktycznie podpowiada taką właśnie interpretację – im mniejsza grupa tym łatwiej. Naszym zdaniem jest całkowicie na odwrót, a nasze przekonanie wynika z bogatych doświadczeń zebranych przez prawie dwadzieścia lat przewodnickiej pracy.

Przy niewielkich grupach w naturalny sposób skraca się dystans między przewodnikiem a oprowadzanymi turystami. Skutki bywają różne. Przy turystach o wysokim poziomie empatii i kultury takie oprowadzanie będzie wielce rozwijającym doświadczeniem. Przy turystach z powiedzmy pewnymi brakami – będzie dokładnie na odwrót.

Indywidualni turyści widzą też w przewodniku słuchacza i potrafią zmęczyć uciążliwym mędrkowaniem, wygłaszaniem manifestów politycznych i światopoglądowych. Taka formuła jest dla przewodnika bardzo obciążająca i poważnie utrudnia wykonanie przewodnickiego zadania.

Wielu indywidualnych turystów często zamawia usługę oprowadzania z mylnym wyobrażeniem przewodnickiej pracy. Oczekując fajerwerków, efektów specjalnych szybko się nudzą, męczą i wyłączają.

Przewodnik pracuje tylko podczas oprowadzania

Kolejny schemat, bardzo odległy od tego co prawdziwe i właściwe. W trakcie oprowadzania przewodnik posługuje się wiedzą, której zdobycie wymaga wcześniejszej długiej, cierpliwej i wytrwałej… pracy. Do tego kursów, nauki i zdanych egzaminów.

U większości przewodników wymienione działania wynikają z pasji i zainteresowań, co jednak nie zmienia istoty rzeczy – potrzebny jest czas, jego dobre wykorzystanie i osiągnięcie złożonych niekiedy celów. Podstawę przewodnickiej profesji stanowi praca własna, a oprowadzenie grupy to zwieńczenie długiego i złożonego procesu. Takie postawienie „kropki na i”.

Przewodnik zarabia na prowizjach

Ten mit powielają osoby spoza branży, które o przewodnickiej pracy „wiedzą lepiej” niż zawodowi przewodnicy. Czy przewodnicy zarabiają na prowizjach? Jeżeli tak – to rzadko i w marginalnym znaczeniu. Może trzydzieści lat temu był taki kierunek działania, ale poszczególne podbranże turystyki na tyle się rozwinęły, że nie potrzebują tego rodzaju wsparcia i współpracy.

A niektóre restauracje nie chcą nawet słyszeć o obsłudze większych grup turystycznych.
Inni z kolei restauratorzy obietnicą prowizji próbują nakłaniać przewodników do współpracy, przestrzegamy jednak – zdecydowana większość nie wywiązuje się z przedstawianych obietnic.

Zachodzi też ryzyko próby „odrobienia” prowizji kosztem jakości obsługi. Natomiast samym przewodnikom powinno przede wszystkim zależeć na wysokiej jakości świadczonego przewodnictwa, wątki poboczne mogą w osiągnięciu tego celu bardzo przeszkadzać. Dla nas temat prowizji – gra nie warta świeczki.

Przewodnik nie ma wakacji

Kolejne uproszczenie, tym razem zupełnie nieszkodliwe i wynikające zapewne z pośpiesznych skrótów myślowych.

Niby dlaczego przewodnik nie może mieć wakacji? Oczywiście że może, nawet powinien. Przerwa w oprowadzaniu jest bardzo wskazana, pozwala na odbudowę sił fizycznych i psychicznych, odzyskanie świeżości działania. Naszą wieloletnią i dobrze sprawdzoną tradycją są przerwy w trakcie Jarmarku Dominikańskiego. Związane z imprezą tłumy podważają sens przewodnickiej pracy, wynikające więc z przerwy przestoje tracą więc większe znaczenie.

Chętnie też wyjeżdżamy w okresie zimowym, kiedy zleceń jest mniej, a ciepłe kraje przyciągają niższymi cenami pobytu. I tak działa wielu zawodowych przewodników, zatem bez obaw – wakacyjnego odpoczynku nam nie brakuje.

Podczas zimy przewodnik nic nie robi

W okresie zimowym zleceń jest rzeczywiście mniej, a jednak to właśnie zima jest naszym skromnym zdaniem najważniejszą częścią przewodnickiego sezonu! Z czego to wynika?

Po pierwsze – zima to czas nauki i rozwoju. Zatem zimą czytamy literaturę, układamy nowe kierunki działań, robimy edukacyjne wycieczki w teren, zwiedzamy zaległe wystawy.

Po drugie – układamy nadchodzący sezon, ofertujemy, rezerwujemy terminy, wspieramy informacyjnie tych przezornych klientów, którzy potrafią nawiązać kontakt z odpowiednim wyprzedzeniem.

Po trzecie – bardzo ważny jest aspekt odpoczynku i regeneracji, każdy przecież klient chce współpracy z przewodnikiem tryskającym energią i zapałem, a taka forma musi z czegoś wynikać.

I wreszcie – oprowadzanie. Ze względu na historię i turystyczną atrakcyjność – w Trójmieście nawet zimową porą zleceń nie brakuje.

Przewodnik nie ma zleceń

Wyjątkowo ciekawe uproszczenie, wynikające z nieznajomości turystyki i takiej ambiwalencji oczekiwań.

Klienci oczekują pracy przewodnickiej na wysokim poziomie i jednocześnie wielu z nich tkwi w przeświadczeniu o braku przewodnickich zleceń. Co w połączeniu z niewłaściwym zrozumieniem branżowej sezonowości prowadzi do zbyt późnych prób rezerwacji przewodnickiej usługi.

Zatem korygujemy błędne przeświadczenie. Zawodowi przewodnicy mają zlecenia i to zazwyczaj więcej niż są w stanie obsłużyć.

Na rynku działa mnóstwo przewodników

Na papierze i owszem. Na obszarze Trójmiasta przewodników legitymujących się certyfikatem z pewnością znalazłoby się ponad tysiąc. W rzeczywistości jednak aktywnych zawodowo znajdzie się raptem kilkudziesięciu, zatem skromny ułamek tej imponującej liczbowo wyjściowej grupy.

Z czego to wynika? Z wielu czynników, które opiszemy w osobnym artykule. Natomiast przeświadczenia o niekończących się przewodnickich zastępach biorą się zbyt późne próby rezerwacji usługi.

Klienci wyciągają też fałszywe wnioski ze spisów przewodnickich umieszczanych na stronach trójmiejskich muzeów. Na tych listach owszem figurują przewodnicy z muzealnymi certyfikatami, co nie jest jednak jednoznaczne z ich zawodową aktywnością, dostępnością i możliwością obsługi zlecenia.

Przewodnik musi wszystko wiedzieć

Niby z jakiej racji? Czy akademicy z profesorskimi tytułami wszystko wiedzą? Czy sztuczna inteligencja wszystko wie? W przeciwieństwie do AI i również wielu akademików – przewodnicy przynajmniej potrafią się przyznać do błędu czy słabszej znajomości jakiegoś tematu.

Przewodnicy sprawnie poruszają się po różnych obszarach, nie oznacza to jednak wszechwiedzy i nieomylności. Zresztą istotą przewodnictwa jest ciągła nauka i poszukiwanie nowych kierunków działania.

Ciekawym zjawiskiem są też klienci, którzy oczekują od przewodników znajomości wszystkich cen biletów wstępu, zawartości kart menu w restauracjach oraz atrakcji turystycznych, również takich, które jeszcze nie powstały 🙂

Podobnie z zakresami historycznej wiedzy. Przewodnicy wykazują spore zróżnicowanie w swoich upodobaniach, jedni wolą zagadnienia związane z architekturą, inni tematykę II wojny światowej. Nie ma przewodników znających się na wszystkich dziedzinach wiedzy.

Chcemy przyłączyć się do grupy

W ten sposób kombinują indywidualni turyści, którzy wydzwaniając po przewodnikach próbują wymusić zgodę na dołączenie do grupy zorganizowanej.

Zatem tłumaczymy. Po pierwsze – dla przewodnika klientem jest oprowadzana grupa zorganizowana, a nie pomysłowe i roszczeniowo nastawione doczepki. Po drugie – dołączanie obcych turystów do znającej się grupy zorganizowanej to loteria, do tego przejaw braku profesjonalizmu i szacunku do grupy. Dołączenie osób dorosłych do oprowadzanej grupy szkolnej to proszenie się o bardzo poważne problemy.

Po trzecie – przewodnik nie ma obowiązku obsługi wszystkich zgłaszających się turystów. I po czwarte – możliwości innego załatwienia tematu zwiedzania z przewodnikiem nie brakuje. Można skorzystać z inicjatywy Free Walking Tour lub indywidulanie zamówić przewodnicką uslugę.

Klientom wszystko wolno

Nie, nie i jeszcze raz nie. To zdecydowanie najbardziej szkodliwe uproszczenie. Turyści z takim podejściem potrafią „zatopić” najprostszy temat i przekreślić sens pracy najlepszego przewodnika. Opisywane podejście jest typowe dla grup zakładowych w formacie z zeszłej epoki, których na szczęście z roku na rok zauważalnie ubywa.

Obsługa grup z takim podejściem nie ma sensu. Celem tego niewątpliwie kontrowersyjnego fragmentu nie jest postawienie przewodnika ponad klientem, lecz zwrócenie uwagi na konieczność zachowania równowagi, również właściwego zaangażowania strony finansującej usługę.

Przewodnik i… dobra pogoda

Kolejne uproszczenie wynikające z niezrozumienia podstaw turystyki. To może zdumiewać, ale naprawdę wielu klientów próbuje obciążać przewodnika odpowiedzialnością za gorszą pogodę. Gdyby za każde pytanie „Czy gwarantuje pan pogodę” lub „Dlaczego nie zapewnił pan dobrej pogody” dostawalibyśmy 5 zł – bylibyśmy bajecznie bogaci 🙂

Nasuwa się też pytanie -czy klient zamawia usługę przewodnicką, czy dobrą pogodę. Jeżeli to drugie – proponujemy kontakt z Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej 🙂

Kilka słów na koniec

Uff, sporo się tego nazbierało, ale też praca przewodnika jest specyficzna i nader często niewłaściwie odczytywana przez osoby spoza ścisłej przewodnickiej branży.

W tym artykule nie chcieliśmy bynajmniej drwić i ośmieszać. Bardziej zależało nam na pokazaniu dystansu , który zaprawiony szczyptą wesołej ironii często stanowi najskuteczniejszy sposób rozwiązania trudnej sytuacji.

Branża przewodnicka stawia też wielkie wymagania. W sezonowych szczytach przewodnicy harują ponad siły, a z tempem i intensywnością ich pracy niemałe problemy mieliby żołnierze sił specjalnych.

Niechęć przewodnika wobec pewnych oczekiwań nie wynika ze złej woli, lecz z ograniczeń, którym wszyscy bez wyjątku podlegamy. Wszystkim turystom życzymy więc wspaniałych wrażeń z przewodnickiej obsługi, a przewodnikom wielu ciekawych i udanych wycieczek.

ikona podobne wpisy Podobne wpisy

Wszystkie wpisy

Co przewodnik robi zimą?

W artykule Kim jest przewodnik turystyczny opisaliśmy pracę przewodnika jako aktywność wielonurtową, odległą od powtarzalności, robienia tego samego i opowiadania o tym samym. To bardziej turyści stale zadają takie same pytania, w każdym sezonie jesteśmy na przykład setki, a może i tysiące razy, pytani o przewodnicką pracę w okresie zimowym. Bez obaw – mamy co robić, a zimowe miesiące umykają nie wiadomo jak i kiedy.

Czytaj strzałka w prawo

Czy warto zapisać się na kurs przewodnicki?

Oddział Gdański PTTK ogłosił nabór na kolejną edycję kursu przewodnictwa turystycznego. W ofercie kilkaset godzin merytorycznych zajęć z zakresu lokalnej historii, geografii, architektury i wielu innych przydatnych w tej profesji obszarów wiedzy. Zajęcia teoretyczne urozmaicone będą przymiarką do niezbędnej praktyki. Do kogo adresowana jest oferta takiego kursu, jakie osoby powinny się tym tematem zainteresować? I najważniejsze – czy warto na taki kurs się zapisać?

Czytaj strzałka w prawo

Jak ułożyć i zrealizować dobry program zwiedzania?

Na postawione w tytule pytanie tylko pozornie łatwo odpowiedzieć, w rzeczywistości jednak ułożenie i wykonanie dobrego programu zwiedzania wymaga niemałego doświadczenia, dyscypliny, do tego sporej dawki tak zwanego zdrowego rozsądku. Jak mówi znane przysłowie - "papier przyjmie wszystko", jednak przeniesienie papierowego planu w turystyczną rzeczywistość często okazuje się niemożliwe. Za to droga od złego planu do nieudanej wycieczki jest bardzo krótka.

Czytaj strzałka w prawo